sobota, 19 maja 2012

"Na obcasach świat wygląda inaczej"




Dziś ani słowa o kosmetykach ;) Postanowiłam napisać o problemie, z którym zmaga się bardzo duża ilość dziewczyn. Także faceci sioo! Pewnie nie jedna z Was miała lub ma strach przed wysokimi obcasami. Nie macie się czego bać. To nie jest niebezpieczne. Buty na bardzo wysokim obcasie przestały kojarzyć się z fetyszystami. I chodzenie w nich nie jest tak trudne jakby się mogło wydawać. Dziewczyny, chodźcie w szpilkach! ( Wy dobrze wiecie dlaczego ;) )


1. Strona techniczna i sposób na zmęczone stopy:

Podobno obcasy to mechanika. Środek ciężkości i podbicie zmieniają się. Musicie dostosować się do nowej równowagi. Noszenie obcasów sprawia, że ścięgno Achillesa się kurczy, a chodzenie na tej samej wysokości je usztywnia. Dlatego zalecana jest zmiana wysokości obcasów. Zmuszamy wtedy do pracy wszystkie mięśnie. Pomagają też woreczki z lodem, kremy chłodzące lub talki.

2. Jaka wysokość?

Tak jak już wspomniałam wcześniej mega wysoki obcas nie jest już kojarzony z fetyszystami, dlatego możecie założyć każdą wysokość jaką sobie wymarzycie ;) Nawet 16-centymetrowe obcasy od Louboutin'a, o których marzy każda kobieta! To nie obcas jest kluczowy. Bardzo ważne jest żeby podbicie buta, czyli tzw. platforma nie przekroczyła magicznej liczby ośmiu centymetrów. To właśnie ona zapewnia komfort i wygodę Waszych butów. 

3. Jak nauczyć się chodzić?

Przeczytałam kiedyś, że najlepiej nauczyć się chodzić na wysokich obcasach wchodząc i schodząc po schodach. I stwierdzam z ręką na sercu, że to naprawdę działa. Takie ćwiczenie wymaga bardzo dużej koncentracji,  a także mobilizuje mięśnie do pracy. Potem na płaskiej powierzchni będzie to dużo prostsze. Zauważyłam też, że gdy chodzę w 15-centymetrowych obcasach przez jakiś czas, a potem założę 12-centymetrowe to czuję się jak w trampkach. Także w tym też coś jest.

4. Jak chodzić?

Gdy zakładamy obcasy najważniejszy staje się chód. Same wiecie, że laska, która idzie jak kaczka nie jest w żadnym stopniu pociągająca- wręcz przeciwnie. Wygląda po prostu śmiesznie. Musicie pogodzić się z tym, że obcasy bardzo spowalniają ruch. Dlatego starajcie się nie spinać i przede wszystkim nie spieszyć. Kobieta, która czuję się pewnie na szpilkach to cudowny widok.


Na koniec dodam, że nie martwcie się, że macie za dużą stopę do obcasów i macie wrażenie, że Wasze stopy wyglądają jak kajaki. Przy bardzo wysokich obcasach lepiej mieć dużą stopę. Stopa w szpilce wygląda ładniej w rozmiarze 39 niż 36...  Jeżeli chcecie wytrwać w obcasach więcej niż godzinę to nie kupujcie za małych butów z myślą " a, rozejdzie się". Skóra owszem, ale minimalnie. A jedwab, satyna czy buty lakierowane zostaną w takim rozmiarze jakie je kupujecie. Jeżeli but wyda Wam się za  mały to kupcie o pół rozmiaru większe i włóżcie cienką wkładkę.

Mam nadzieję, że pomogłam. W końcu idzie lato i sezon na wysokie obcasy uważam za oficjalnie rozpoczęty! Dziewczyny, do szpilek. 
A oto moje cudeńka ;)


                                                                xoxo

czwartek, 17 maja 2012

Sposób na ciemny lub czerwony lakier.

Tak jak w tytule. Dzisiaj zmywałam ciemno granatowy lakier i pomyślałam, że podzielę się tym co wiem ;) Ten sposób znalazłam kiedyś przypadkiem w internecie i od tego czasu częściej używam ciemnych lub czerwonych lakierów, a także brokatowych topperów np. z Essence, które przy zwykłym zmywaniu cholernie szarpią płatki.  Zmywanie paznokci tą metodą nie stanowi już żadnego problemu. Często, zwłaszcza przy czerwonych lakierach, gdy zmywamy zwykłym sposobem całe palce mamy czerwone, paznokcie odbarwione ( choć to akurat jest wina braku base coat'u). Stwierdziłam, że to nie na moje nerwy i malowałam tylko jasnymi kolorami. Ale teraz mogę sobie malować wszystkim czym zapragnę ;) Do "operacji" potrzebujemy: zwykłe płatki kosmetyczne, zmywacz do paznokci, nożyczki i folię aluminiową.

 Krok 1. 

Wyciągamy z opakowania 5 płatków i przecinamy każdy na pół ( jeżeli szkoda Wam płatków to możecie przeciąć jeden na cztery części-wtedy zużyjecie tylko 2,5 płatka, a nie 5;) ) Folię natomiast tniemy na 10 kawałków. Wielkość zależy od Waszych palców ;P

 Krok 2.

Na środek wacika nalewamy troszeczkę zmywacza, następnie zawijamy wokół paznokcia,a płatek owijamy folią aluminiową. I tak robimy z każdym palcem. Moje zdolności manualne nie są na zbyt zaawansowanym stopniu więc najpierw robię jedną rękę, a po ściągnięciu drugą. Bo gdy mam tą folię na jednej ręce to mam problem z owinięciem na drugiej ;) Jednak jeżeli uda Wam się zrobić dwie dłonie jednocześnie to gratulacje!

 Krok 3.

Z ręką robokopa siedzimy około 3 minut, potem lekko dociskamy drugą ręką na wysokości paznokcia i ściągamy, a naszym oczom ukazuje się czysty paznokieć i przede wszystkim czyste palce i skórki wokół paznokcia. Wiem, że  to może wyglądać śmiesznie, bo sama się śmiałam gdy pierwszy raz zmywałam w ten sposób paznokcie, ale uwierzcie mi- warto. 

Efekt przed i po.


 A to wiosenna, delikatniejsza propozycja ;)) Pomalowałam od razu po zmyciu ciemnego granatu, co kiedyś było niemożliwe, bo całe paluchy i skórki miałam granatowe. A tu proszę ;) 
Przypominam raz jeszcze, że to nie ja wpadłam na tak cudowny pomysł, choć żałuję ;)) 

xoxo



środa, 16 maja 2012

Dzień z życia

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/3730139/all-i-need?claim=fakrfn9fv7k">Follow my blog with Bloglovin</a> 

Godzinę temu padał śnieg, teraz świeci słońce, a po białym puchu ani śladu. W Szwajcarii  chyba nic nie wiadomo. Natura nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Dziś mogę pozwolić sobie na mały odpoczynek w ciszy. Brakowało mi tego. Nic innego tak nie odpręża jak herbata i dobra książka. Oczywiście w ciepłych skarpetach i pod kocykiem. Niestety moja przerwa dobiega końca. O 17 obowiązki wzywają, czyli praca. Uffff... Zostało mi jeszcze pół godziny. Trzeba w końcu zdecydować co zrobić ze swoim życiem... Nadszedł czas na zmiany. To tyle o mnie ;) Wracam do książki i czaju. Trzymajcie się ciepło ;). 


godzina 14:05

godzina 16:20
Zapomniałam dodać, że to co podoba mi się najbardziej w Szwajcarii to mnóstwo bonów. Na wszystko. Żywność, buty, ubrania, kosmetyki. Albo są w gazetach i można je wyciąć lub jak w tym przypadku przychodzi poczta. 
Tutaj jest akurat "prezent" od firmy Clinique. Jeżeli zrobimy zakupy powyżej 80 franków to dostajemy 6 produktów gratis. Oczywiście nie są to pełnowymiarowe produkty(oprócz szminki), ale są idealne w podróż. Do tego jak zwykle kosmetyczka. Jeżeli przeliczymy na złotówki to wychodzi 290,97 zł. czyli bardzo dużo. Jeżeli jednak żyje się tutaj to tak jakby za wydane 80 zł dostajemy tyle prezentów. ;) Od dawna już mam chrapkę na kilka produktów z Clinique. A tu taka okazja.... no zobaczymy ;))

poniedziałek, 14 maja 2012

Porównanie podkładów.

Porównanie dwóch podkładów drogeryjnych z powiedzmy niższej półki. W lewym narożniku 

Maybelline. Pure Liquid Mineral Foundation. Cena: 34 zł/ 30 ml.

natomiast w prawym narożniku

KOBO Professional. Matt Make up. Cena: 23 zł/ 40 ml.

  Tak prezentują się podkłady obok siebie.


1. Opakowanie.

Maybelline- szklana buteleczka, w której znajduje się 30 ml podkładu. Posiada pompkę, która bardzo ułatwia wydobycie porządanej ilości produktu. Jest to bardzo higieniczna forma, a zarazem ułatwiająca używanie. Dzięki szklanemu opakowaniu widzimy ile produktu nam jeszcze zostało w środku.


KOBO- Plastikowa tubka, która wykonana jest na kształt szklanej buteleczki. Znajduje się w niej 40 ml podkładu. Nie posiada żadnej pompki. Produkt musimy wycisnąć, co nie jest idealnym rozwiązaniem. Plastik jest dość twardy, a to w niczym nam nie ułatwia zadania. Jest gruby i matowy przez co ciężko dostrzec ile produktu dokładnie znajduje się w środku.

 2. Konsystencja.

Maybelline-  skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Ethylhexyl, Methoxycinnamate, Glycerin, Isotridecyl Isononanoate, PEG-9 Polidimethylsiloxethyl Dimethicone, Disteardimonium Hectorite, Dimethicone/Poliglycerin-3 Crosspolymer, Sodium Chloride, Phenoxyethanol, Methylparaben, Disodium Stearoyl Glutamate, Chlorphenesin, Disodium EDTA, Acrylates Copolymer, Propylparaben, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Aluminium Hydroxide, PEG-9, Ethylparaben, Butylparaben [ /- MAY CONTAIN: CI 77891 / Titanium Dioxide, CI 77499, CI 77492, CI 77491 / Iron Dioxides], (F.I.L D28659/1).

Jak zauważyliście jego głównym składnikiem jest woda. Zatem konsystencja jest płynna, co bardzo ułatwia rozprowadzanie. Nieważne czy nałożymy go palcami, gąbeczką czy pędzlem -on stopi się z naszą cerą, nie tworząc efektu maski. Jest średnio kryjący, ale zakrywa zaczerwienienia.


KOBO-  niestety nie mogę nigdzie znaleźć składu podkładu. Nie jest napisane na buteleczce, kartonowego opakowania nie było, na wizażu również nie ma. Dziwne...Jest tylko napis " Silicon Formula". Jako, że jest na bazie sylikonu to radziłabym nie używać go latem, bo może Was po prostu zapchać ;)) Jego konsystencja nie jest już tak fajna jak w przypadku konkurenta. Jest gęsty(co jeszcze bardziej utrudnia wydobycie z opakowania), tępo się rozprowadza. Próbowałam wszystkim, ale najbardziej jestem zadowolona z efektu jaki daje nakładany pędzlem typu Flat Top (osobiście używam Hakuro H51). 

3. Zapewnienia producenta.

Maybelline-  Pure.Liquid Mineral zapewnia pełny, nieskazitelny makijaż. Pozwala skórze oddychać dając zdrowo wyglądające wykończenie, które stapia się z odcieniem skóry. Nie zatyka porów. Bez talku. Bez olejków. Bezzapachowy.


KOBO-  Trwały podkład matujący. Kryje niedoskonałości skóry, bez efektu maski. Pochłania nadmiar sebum i kontroluje jego wydzielanie do 12 godzin. Wygładza skórę i pozostawia ją aksamitną w dotyku. Nie blokuje porów i pozwala skórze oddychać. Odporny na działanie warunków atmosferycznych.

4. Moja opinia.

Z obydwu podkładów jestem średnio zadowolona. Chociaż chyba bardziej wolę używać tego z Maybelline. Jeżeli chodzi właśnie o niego, to daje fajny efekt, ale na krótką metę... niestety. Nieskazitelny makijaż? Tu producent chyba trochę przesadził ;) ale faktycznie daje zdrowo wyglądające wykończenie. "Nie zatyka porów. Bez talku. Bez olejków. Bezzapachowy." Tu akurat wszystko się zgadza. Jest idealny na lato. Jednak nie na wielki upał bo Wam spłynie, ale jak jest mega gorąco to podejrzewam, że nikt nie nakłada podkładu, przynajmniej ja nie ;)). Efekt jaki daje na twarzy jest półmatowy i sam nie trzyma się zbyt długo. Około godziny? Potem zaczyna znikać z twarzy nawet gdy po prostu siedzę i nic nie robię. Trochę bez sensu, no ale... Ja nakładam na niego puder transparentny VICHY Dermablend i efekt jest fajny, ale to zasługa pudru, a nie podkładu. Jego dużym plusem jest SPF 18, więc jeżeli ktoś nie używa osobno filtru pod podkład to będzie zadowolony. U mnie w lecie pod podkład obowiązkowo filtr 50, przez moje nieliczne piegi. Nie chcę ich więcej ;P Po otworzeniu opakowania musimy go zużyć w ciągu  roku. Przy codziennym stosowaniu wystarcza na 2-3 miesiące, przynajmniej w moim wypadku.
Jeżeli chodzi o podkład KOBO...no to tutaj zaczynają się schody. Jest gęsty i ciężko się go rozprowadza, na szczęście nie zastyga szybko więc można nad nim pracować. Tępa konsystencja sprawia, że można sobie nim zrobić krzywdę. Trzeba się z nim odrobinę pomęczyć. Jednak efekt jaki daje na naszej twarzy moim zdaniem nie jest tego warty. Producent uważa, że hamuje wydzielanie sebum nawet do 12 godzin... Tu znowu kogoś poniosło... Ma wykończenie matowe, ale nasza twarz w dotyku wcale nie jest aksamitna, także na to nie liczcie ;) Jest strasznie mało odcieni, co może sprawić problem przy doborze do cery. Ja mam w odcieniu 100 light beige czyli najjaśniejszym, a i tak dla mnie jest odrobinę za ciemny. Utrzymuje się na twarzy tak samo jak podkład z Maybelline. Nic nam o nim nie wiadomo oprócz tego, że ma sylikonową formułę, także na lato będzie za ciężki. Na opakowaniu nie ma nawet informacji w ciągu jakiego czasu mamy go zużyć. Na jego niekorzyść działa też opakowanie, które jest po prostu tandetne. W prawdzie, gdy spadnie to nic mu się nie stanie, ale to nie o to w tym chodzi. Nie polecam go osobą, które mają cerę suchą, ponieważ strasznie podkreśla suche skórki. Ma delikatny zapach, który niektórym może przeszkadzać.

5. Podsumowanie. 

Produkt zaznaczony na fioletowo wygrywa w poszczególnym porównaniu

Cena: Maybelline 34zł/ 30 ml   KOBO 23zł/ 40 ml.
Opakowanie: Maybelline: szklane z pompką   KOBO: plastikowe bez pompki
Trwałość: Maybelline: 1-2 h   KOBO: 1-2 h
Konsystencja: Maybelline: płynna   KOBO:gęsta
Zapach: Maybelline: bezzapachowy   KOBO: lekki zapach
Formuła: Maybelline: na bazie wody   KOBO: na bazie sylikonu
Filtr: Maybelline: SPF 18   KOBO: brak informacji
Wykończenie: Maybelline: półmatowe   KOBO: matowe

Wynik: 5:2

Wygrywa podkład z Maybelline.

                                                               xoxo

piątek, 11 maja 2012

Nie polecam

Dziś doszłam do wniosku, że muszę się wybrać na odwyk. Zdecydowanie. Stwierdzam to oficjalnie wszem i wobec. Nie mogę wchodzić na żadne blogi, oglądać filmików na youtube, ani nic z podobnych rzeczy. To jest piekło. Za każdym razem gdy dziewczyny pokazują swoje kosmetyki ja zaraz stwierdzam, że muszę to mieć. I co? Kupuję.. Jak debil kupuję wszystko co nawet nie jest mi potrzebne. Po co? W sumie to sama nie wiem, w końcu zawsze się przyda, prawda? ;P I takim sposobem w domu czeka na mnie paczka z Arometelli, ze Stanów idzie do mnie paczka od xbebe18, a ja ciągle wchodzę na strony internetowych drogerii i wkładam coś do koszyka, ale zaraz potem się opamiętuje. Trzeba się ogarnąć. Muszę się czymś zająć. Może zacznę biegać albo robić jakieś makijaże? Chociaż  nie... narazie z robieniem tutoriali muszę się wstrzymać ponieważ jak już pewnie zauważyliście jakoś zdjęć nie zwala z nóg. Ale nie ma się czym martwić. Za dwa tygodnie już będę miała aparat, który zamierzam ukraś tacie jak będę w Polsce ;)) Mam w głowie mnóstwo pomysłów. 

A dzisiaj produkty, których nie polecam, i które kompletnie się u mnie nie sprawdziły.


Dax Cosmetics. Perfecta Beauty Mask, koktajlowa maseczka S.O.S. na twarz i pod oczy, rozświetlająca.


Tragedia. Zapach jest przyjemny, ale nic poza tym. Miałam już kilka innych maseczek z Perfecty i ogólnie nie było na co narzekać, ale ta to jakaś kompletna porażka. Osobiście nie przepadam za maseczkami, których się nie zrywa lub spłukuje. Tutaj po nałożeniu trzeba odczekać 10-15 minut i możemy nakładać makijaż. Jako że miała to być podobno maseczka SOS dla naszej cery więc postanowiłam spróbować. Ma w sobie tyle okropnych drobin, że ja się przeraziłam. Nienawidzę brokatów, ani nic w ten deseń, a ta maseczka jest chyba tylko na bazie brokatu. No masakra. Na naszej cerze nie robi kompletnie nic. 
 Producent zapewnia nam rozświetlenie. I faktycznie. Nasza twarz jest tak rozświetlona... jak bombka na choinkę obklejona brokatem. Nic poza tym. Także NIE POLECAM!




Ziaja. Sopot rozświetlenie, Krem pod oczy korygujący.


Producent obiecuje nam, że krem "wyraźnie redukuje obrzęki oraz zmniejsza skłonność do ich powstawania. Intensywnie rozjaśnia cienie i przywraca skórze wokół oczu jednolity koloryt". A więc od czego zacząć? Krem nie robi kompletnie nic. Jestem osobą, która niestety ma cienie pod oczami. Nie są one jakieś mega ogromne, ale są. Krem stosowałam od ponad dwóch miesięcy codziennie. I NIC. Jedno wielkie rozczarowanie. 16 złotych wyrzucone do kosza. Fantastycznie ;)


Eveline, Nail Therapy Professional, Miękkie i zadbane skórki.


Odżywka do paznokci i olejek do skórek z tej serii są rewelacyjne, a to? Ja nie wiem, czy jestem jakaś niedorozwinięta i nie umiem się tym posługiwać, czy to na prawdę nie działa?
Żel należy nałożyć na skórki i pozostawić na 30 sekund, następnie odepchnąć je za pomocą drewnianego patyczka. Trzymałam 30 sekund. 40,50,60, milion. I nic.  Nie wiem...


 BeneFit, Ooh La Lift


Jest to rozświetlacz. Dostałam od mamy i byłam mega podekscytowana, że mogę wypróbować ten produkt, ale już po kilku użyciach zapytałam się sama siebie "halo, co to ma niby być?!" . Aplikujemy pod oczy trzy "dotknięcia" i delikatnie wklepujemy.Można też na szczyty kości policzkowych, jak to rozświetlacz. Efekt? Żaden ;) Próbowałam pod podkład, na podkład, między podkładem a pudrem, bez makijażu...kompletnie nic. Około 100 zł. za produkt, który nie działa? Dziękuję bardzo... Konsystencja fajna, opakowanie typowe dla tej firmy, aplikacja przyjemna i łatwa, ale nic się nie dzieje. A w dodatku nałożony na podkład zwija się, ściera podkład przez co mamy jedną wielką plamę. Tra-ge-dia!


Dax Cosmetics, Perfecta SPA, masło do ciała. Czekolada+olejek kokosowy.


Kokos w składzie więc mam ten kosmetyk.Pachnie rewelacyjnie. Jak ciasto czekoladowe z wiórkami kokosowymi. Ma typową dla takich produktów konsystencję, czyli jak budyń. Fajnie nawilża, zapach utrzymuje się na ciele, szybko się wchłania. Same plusy? Otóż nie. Wszystko byłoby cudownie gdyby nie fakt, że na naszej skórze zachowuje się jak kiepski samoopalacz. Nie zmienia kolorytu skóry, ale zostawia "zacieki" jakbyśmy nieumiejętnie zaaplikowały właśnie samoopalacz. A jeszcze jakby tego było mało to brudzi ubrania. Były to mój KWC gdyby jego kolor był biały. Próbowałam go bardzo dokładnie rozcierać i dawać mała ilość, ale to i tak nie działa. Niby jest ujędrniające, ale nie dlatego je kupiłam. I na całe szczęście, ponieważ nie zauważyłam takiego działania. 


To by było na tyle jeżeli chodzi o moje aktualne buble kosmetyczne. A teraz czas na relax. Rolki nad Jeziorem Bodeńskim? Lubię to ! ;) 

xoxo 






niedziela, 6 maja 2012

Najlepsi z najlepszych.

Witam Was wszystkich moi drodzy. Dziś tak jak w tytule. Czyli moje najlepsze kosmetyki i nie tylko. Po prostu coś bez czego nie czułabym się dobrze. Nie napisze, że nie wyobrażam sobie bez tego życia bo to tylko przedmioty, ale za to jak cieszące i ułatwiające to życie ;))
Na sam początek mój nr 1 od x czasu. Zużyłam już chyba z 20 opakowań. Co to jest?


Ziaja. De-makijaż, dwufazowy płyn do demakijażu oczu.


Najlepszy kosmetyk jaki kiedykolwiek używałam. I daję gwarancję na to, że poradzi sobie z KAŻDYM makijażem. W liceum przechodziłam okres mega podkreślania oczu wiec czasami wyglądałam jak Taylor Momsen i ten płyn nigdy mnie nie zawiódł. Wodoodporne tusze? Ależ proszę bardzo. Ten płyn poradzi sobie na prawdę ze wszyyyystkiiim! Jest moim nr jeden i zostanie do końca życia. Lub do wycofania go z półek sklepowych, co mam nadzieje nigdy nie nastąpi. Nie zostawia tłustego filmu, ani nie wysusza. Jest dość wydajny bo ta mała buteleczka (120 ml/ ok. 6 zł) starcza mi na około miesiąc przy codziennym stosowaniu. Mega gorąco polecam dziewczyny! ( Lub chłopcy. Jak kto woli ;))


Patry Care. Zmywacz do paznokci regenerujący z gąbką. Glicerynowy z wit. F.


Nienawidzę waty i jak mam zmywać paznokcie tymi płatkami kosmetycznym to wolę już wcale nie pomalować paznokci. Serio. Dlatego gdy zauważyłam kiedyś na półeczce w osiedlowym sklepiku w mojej miejscowości ten zmywacz to powiedziałam sobie : " stara, to jest coś stworzonego specjalnie dla ciebie! musisz to mieć" więc kupiłam i oniemiałam z wrażenia. Nie wysusza, nie podrażnia dłoni, ma bardzo delikatny zapach, kosztował ok. 3 zł, starcza o dziwo na bardzo długo ( choć wiadomo, że gdy nosimy non stop czarny lakier to po którymś użyciu już musimy go wywalić) i przede wszystkim nie musimy dotykać tych wstrętnych płatków z waty! Fuuuuj! Na samą myśl mam ciarki.


Carmex.


Uwielbiam w każdej postaci. Słoiczek stosuje na noc, truskwe na dzień, gdy potrzeba, bo ten w słoiczku nie ma SPF a jak wiadomo słoneczko już na stałe zagościło w naszym dniu ;)) Truskawa ma SPF 15. Nie mam tak jak niektóre dziewczyny, że drażni mnie zapach. W sumie to nawet go lubię. Przyznam, że za pierwszym razem skojarzył mi się z budyniem waniliowym, ale gdy teraz go wącham to zastanawiam się w jakim byłam wtedy stanie :PP Idealnie nawilża, utrzymuje się dość długo na ustach przez co są cały czas nawilżone. Dla mnie nie ma dnia bez Carmex'u ;))


Dax Cosmetics. Perrfekta SPA, Cukrowy peeling do ciała, Czekolada- olejek kokosowy.


Kokos w składzie więc co tu dużo pisać? Musiałam to mieć. Jak wiadomo. Cena to ok. 12 zł w Rossmanie ( chyba, że była promocja, a nie pamiętam. Na wizażu cena to 17 zł.) Zapach jest niesamowity. Czekoladka i gdzieś w tle kokos. Konsystencje widać na ostatnim zdjęciu. Niektórzy twierdzą, że jest za ostry, ale ja takie luuubie! Porządny scrub musi być. Staram się nie używać go codziennie, ale coś ciężko mi to wychodzi. Jest to pierwsza rzecz do kąpieli, która tak niesamowicie nawilża skóre. Gdy spłukuje go z ciała mam wrażenie jakbym użyła jakiegoś wodoodpornego olejku do opalania. Mam nadzieje, że wiecie o co mi chodzi ;) Po prostu skóra jest tak nawilżona jakby posmarowana olejem. Nie wiem jak mam to inaczej wytłumaczyć. Jak narazie nr 1 z peelengów. 


L'Oreal. Volume Million Lashes Extra Black oraz Bouble Extension


Jak dla mnie duet idealny. Najpierw biała baza a na to Volum Million Lashes i z moich praktycznie nie istniejących rzęs robią się całkiem przyzwoite. Nie będę kłamać, że mam jakiś wachlarz rzęs po tych tuszach, ale mam najlepszy efekt z możliwych. Nie myślcie sobie, że nie mam co robić z pieniędzmi i kupuję tą maskarę z odżywką tylko dla tej odżywki czy jak kto woli bazy. Po prostu moja mama używa tej maskary i gdy się skończy tusz to kupuje następną, a mi oddaje starą w której jest jeszcze mnóstwo tej białej bazy. I  wszyscy są zadowoleni ;)) Nie orientuje się w cenach, bo zawsze zamawiam przez internet.


Tangle Teezer.


Oczywiście cena szczotki zwala z nóg. 55 zł za szczotkę do włosów? Wariactwo. Ale moim zdaniem warto. Wachałam się bardzo długo z zakupem, ale stwierdziłam, że w końcu raz się żyje no i zamówiłam moje różowe cudo. Mam złe doświadczenie z allegro dlatego zamówiłam od producenta klik i maaam. Wysyłka jest gratis także spieszcie się ;)) Nie szarpie, w widoczny sposób wygładza włosy przez co wydają się lśniące. Ja dziś zamówiłam drugą, bo raz uczesałam tą szczotką córkę kuzyna, która ma 3 latka i włosy do pasa i okazało się, że jest to jedyna szczotka przy której czesanie nie jest równoznaczne z krzykiem i płaczem. Także wydaje mi się, że to jest najbardziej wymowna opinia ;))


Biosilk. Silk therapy. Jedwab do włosów.


Produkt, który używam odkąd zaczęłam prostować włosy. Nie są one zdrowe tak bardzo jak bym tego chciała, zwłaszcza, że przeżyły w grudnia pierwszą i OSTATNIĄ w ich życiu trwała. Jest to chyba decyzja, której żałuje najbardziej w moim życiu. Mamy maj, a ja trwałą dalej mam. Nie wiem czym to jest spowodowane, zwłaszcza, że miała zniknąć w marcu. Jeszcze przed trwałą wszyscy się mnie pytali co robię z włosami bo są takie zdrowe i błyszczące... a to tylko, albo aż jedwab. Polecam gorąco.


A na poprawę humoru mój ulubieniec z wczorajszej  wycieczki . KOZA. Czyż nie słodka?

xoxo